Jaki jest Twój ulubiony pisarz?

Do dzisiejszego wpisu zaprosiłem trzy niezwykłe kobiety. Każdej z nich zadałem jedno pytanie: „Kto jest Twoim ulubionym pisarzem”. Sprawdź, jakich autorów wskazały!

1. Agnieszka, dzieląca się swoją pasją do książek na blogu Czytam bo lubię

Wybór jednego ulubionego autora jest w moim przypadku niemożliwy. Lubię wielu i staram się postrzegać ich tylko przez pryzmat literatury, jaką piszą, a nie ich życia osobistego. Przewrotnie jednak opowiem o takim autorze, który własne życie potraktował jako temat literacki. Przynajmniej w tych dwóch cyklach, które wydaje w Polsce Wydawnictwo Literackie. Sześciotomowy cykl pt: „Moja walka” jest o Karlu Ove Knausgardzie i napisał go Karl Ove Knausgard, podobnie jak czterotomowy cykl nazwany od pór roku. Skupię się jednak na tym pierwszym, w którym Knausgard dokonał autopsji, wybebeszył siebie, na chłodno przeanalizował swoje postępowanie, myśli, przekonania. Wyzbył się tak typowej dla ludzi potrzeby usprawiedliwiania siebie, zrzucania winy na błędy młodości. Jako pisarz stworzył coś zupełnie odmiennego od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Jego książki są również o nas, o zwykłym życiu, przyziemnych dążeniach do realizacji niewygórowanych celów, o pokonywaniu słabości, a nawet częściej o tym, jak słabości pokonują nas. Dla mnie to, co pisze jest prawdziwe i poruszające, bardzo żałuję, że nie znam norweskiego i muszę czekać na przekłady jego książek.

2. Dagmara, prowadząca niezwykle ciekawego bloga Rozkminy Hadyny

Jedną z moich najulubieńszych pisarek niekwestionowanie jest Joanna Chmielewska. Pod tym pseudonimem kryła się Irena Kuhn, bystra, inteligentna i przezabawna kobieta. Napisała w sumie ponad sześćdziesiąt książek, a z jej przekomicznych, zwariowanych kryminałów zaśmiewały się całe pokolenia. Pisała dla dzieci, młodzieży i dorosłych, głównie powieści kryminalne, sensacyjne, obyczajowe, do tego wielotomową autobiografię, ale wszystko, co wyszło spod jej ręki, nieodłącznie naznaczone jest jej wyśmienitym, niezobowiązującym i szczerym poczuciem humoru, zarówno sytuacyjnego, jak i językowego. Na ukochanej półce mojej mamy stoi rząd jej powieści z czasów Peerelu w charakterystycznych czarno-białych okładkach. Sczytane, bliskie sercu, kojarzące się z beztroskim, zaraźliwym i niekończącym się śmiechem. Do wielu tytułów wracałam po wielokroć, lubię też poznawać te pozycje, których jeszcze nie znam. Niestety pisarka zmarła w 2013 roku i już więcej książek nie napisze, do końca jednak zachowała swój unikalny styl i magnetyzm. Moje ulubione Chmielewskie? Bezsprzecznie „Całe zdanie nieboszczyka”, uwielbiam tę absurdalną historię i pokrzykiwanie: „Wasza Eminencjo!” w kazamatach! Do tego „Lesio” i „Dzikie białko”, „Boczne drogi” i „Studnie przodków”, fantastyczna sprawa. No i prorocza wizja z paskiem od fartucha i śledztwo w biurze we „Wszyscy jesteśmy podejrzani” i wiele innych. Jakby ktoś chciał więcej poleceń, zapraszam tutaj.

3. Kasia, która od wielu lat, z sukcesami, tworzy bloga K-czyta

Niezwykle trudno jest wybrać ulubionego autora i jeżeli mam być szczera, to dziś prezentuję po prostu jednego z tych, których twórczość robi na mnie szczególne wrażenie – Stephena Kinga. Za każdym razem, gdy sięgam po książkę tego amerykańskiego pisarza, tak naprawdę nie wiem czego się spodziewać – przynajmniej jeżeli chodzi o fabułę, bo jego styl trochę jednak już znam. Stephen King tworzy tak genialne portrety psychologiczne, że już nie raz zdołał mnie zachwycić i pokazać, że wnika głęboko w tworzonych przez siebie bohaterów. Był psychopatyczną fanką pewnego pisarza w „Misery”, kilkuletnią dziewczynką zagubioną w lesie w „Dziewczynie, która kochała Toma Grodona”, rozdartym po śmierci żony facetem, który zaczyna odkrywać tajemnice pewnego domu w „Worku kości”, pisarzem walczącym ze swoim literackim alter ego w „Mrocznej połowie”, kobietą przyznającą się do zamordowania męża w „Dolores Claiborne”, a nawet dotkniętym wścieklizną psem w „Cujo”. A to i tak tylko kilka przykładów, chociaż doskonale pokazujących, że autor stawia sobie ciekawe wyzwania. Szalenie jestem ciekawa czym jeszcze mnie zaskoczy, bo przede mną wciąż wiele jego książek.

PS: Dając like’a wspierasz rozwój bloga – jeszcze tego nie zrobiłeś? Zapraszam na nasz „fanpejż” 🙂

Komentarze:

  1. Joanny Chmielewskiej czytałam do tej pory tylko „Lesia”, ale gdy szukałam inspiracji po jakie tytuły warto jeszcze sięgnąć, to trafiłam na wpis Dagmary, o którym wspomina i który zresztą gdzieś sobie nawet zapisałam w zakładkach 🙂

    Karl Ove Knausgard natomiast pozostaje mi jeszcze nieznany, ale zdecydowanie mam w planach jego książki. Jestem bardzo ciekawa tego spojrzenia na siebie na chłodno, bo przyznać trzeba, że takie analizowanie własnych zachowań nigdy nie jest łatwe.

Zostaw komentarz